Bezradne państwo

Od pewnego czasu w polskiej telewizji pojawia się reklama ubezpieczenia pogrzebowego „Moi bliscy” brokera ubezpieczeniowego 4Lifedirect. Izba
w związku z tym poprosiła właściwe organy państwa o kontrolę rzetelności sprzedającego i bezpieczeństwa pieniędzy osób odkładających na własny pogrzeb.

Rzecznik Ubezpieczonych: „4Lifedirect sp. z o.o. jest zarejestrowanym w Polsce agentem ubezpieczeniowym zagranicznego zakładu ubezpieczeń Red Sands z siedzibą w Gibraltarze, prowadzącego w Polsce działalność w ramach tzw. swobody świadczeń usług na terenie Unii Europejskiej. Zagraniczny zakład ubezpieczeń działający w Polsce w ramach swobody świadczenia usług zasadniczo nie podlega polskiemu organowi nadzoru, lecz nadzorowi państwa siedziby”.

Komisja Nadzoru Finansowego: „Należy mieć na uwadze – jak już powyżej wskazano – podmiot ten jest agentem ubezpieczeniowym zagranicznych zakładów ubezpieczeń. (…) nadzór nad 4Lifedirect sp. z o.o. sprawuje w/w zakład ubezpieczeń. Ponadto w świetle przepisów ustawy z dnia 22 maja 2003 r.
o działalności ubezpieczeniowej (tj. Dz. U. z 2010 r. Nr 11, poz. 66 ze zm.) w/w zagraniczne zakłady ubezpieczeń podlegają nadzorowi właściwego organu państwa macierzystego. (…) Organ nadzoru informuje, ze podjął działania mające na celu uzyskanie wyjaśnień w przedmiocie działalności na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej w/w zakładów ubezpieczeń oraz agenta ubezpieczeniowego działającego pod firmą 4Lifedirect sp. z o. o., w szczególności prowadzi w tej sprawie korespondencję z gibraltarskim organem nadzoru”.

Dobre i tyle. Szkoda jednak, że de facto polskie urzędy są bezradne i nie mogą kontrolować podmiotów działających na terenie naszego kraju. Gibraltar to raj podatkowy i brytyjska kolonia wielkości pola do gry w krykieta. Gibraltarski organ nadzoru to pewnie jedna osoba. Właśnie tam trafiają pieniądze osób odkładających na godny pogrzeb. Oby pieniądze pod koniec nie okazały się tak małe, jak sam Gibraltar.