Krematorium w Stalowej Woli już otwarte

W Stalowej Woli od 17 maja 2012 roku pracuje pierwsze na Podkarpaciu supernowoczesne krematorium.

Bez protestów mieszkańców, pikiet i blokowania budowy, powstała w Stalowej Woli spopielania ciał, czyli po prostu krematorium. Przez dwa tygodnie od uruchomienia poddano kremacji dwadzieścia dwa ciała.

Krematorium w Stalowej Woli to parterowy, prosty, ale zaprojektowany z gustem budynek. Stanął w idealnym miejscu – dyskretnie ukryty za kościołem Trójcy Przenajświętszej i budynkiem Zakładu Pogrzebowego „Memento”, przy cmentarzu komunalnym, blisko ściany sosnowego lasu.

 

Śmiała inwestycja

Spopielarnia to ekologiczne cacko. Włoska firma GEM Matthews zaprojektowała ją tak, że z komina nie wydobywa się dym, nie ma więc mowy o popiołach wylatujących z wentylacji na zewnątrz. O tym, że odbywa się kremacja, świadczy tylko nagrzane, lekko falujące powietrze nad kominem. Wszystkie cząstki wyłapują filtry.

Stalowa Wola po raz kolejny pokazała, że potrafi decydować się na śmiałe inwestycje, wyprzedzając innych. Spopielanie zwłok staje się coraz bardziej popularne, ale jednak ciągle pozostaje w społeczeństwie uraz z czasu wojny, kiedy w krematoriach Niemcy dokonywali dzieła mordowania i niszczenia ludzi.

To się powoli zmienia. Jak przypomina Piotr Banaczyk, współwłaściciel Zakładu Pogrzebowego „Memento”, który zbudował krematorium, w roku 2000 było w Polsce 6018 pogrzebów urnowych, a w 2008 roku już 25402. Przez dwa tygodnie kremacji w Stalowej Woli na 22 spopieleń ciał, pięć było ze Stalowej Woli. Reszta z Lublina i południowych miast Podkarpacia.

Trzeba przyznać, że Piotr Banaczyk, kiedy już zdecydował się na budowę krematorium, podszedł do tego bardzo ostrożnie. Nie używał słowa krematorium, tylko spopielarnia. To było mniej drastyczne określenie, nawiązywało do kościelnej formułki „prochem jesteś, w proch się obrócisz”, z którą wszyscy są oswojeni.

 

Nowy plan

Historia starań o budowę krematorium ma kilka lat. „Memento” na początku miało pecha. Kiedy radni przyjmowali plan zagospodarowania przestrzennego osiedla, Zakład Pogrzebowy nie zgłosił, że chce budować obiekt do kremacji zwłok. A taki obiekt uważany jest za uciążliwy dla środowiska, choć dzięki nowoczesnej technologii panują tam warunki niemal sterylne, a oddziaływanie na środowisko jest minimalne. Radni musieli przyjmować nowy plan, aby inwestycja mogła uzyskać pozwolenie na budowę.

W 2008 roku radni z niewielkimi oporami dali zgodę na zmianę planu zagospodarowania przestrzennego tak, aby przy ulicy Ofiar Katynia, za kościołem Trójcy Przenajświętszej, powstało krematorium. Plany miały jeszcze trafić do oceny wojewody. Jednak powstało opóźnienie, bo Urząd Miasta musiał jak najszybciej opracować dokumentację na inwestycje, na które starał się o unijne wsparcie. Chodziło o modernizację stadionu i budowę obiektów dydaktycznych dla Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Opracowanie dokumentacji umożliwiającej budowę spopielarni przesunięto więc na drugi etap.

 

Ciasny cmentarz

Kiedy kilku radnych raczej nieśmiało wyrażało obawy w sprawie budowy tego typu zakładu, sprzeciwu nie zgłaszał Mariusz Kunusz, radny mieszkający na osiedlu, na którym miał stanąć piec. Tak mówił na sesji w 2008 roku: – Już dwa razy w tym roku brałem udział w pogrzebie urnowym. Cmentarz komunalny się zapełnia. Nie można go dalej rozszerzać, bo wchodziłby w strefę ochronną, gdzie są studnie głębinowe z wodą pitną dla miasta. Myślę, że mieszkańcy osiedla nie powinni protestować, choć mogą się znaleźć pojedyncze osoby, którym to się nie spodoba. Temat jest do przeskoczenia.

I rzeczywiście protestów nie było. Pomogła także zdecydowana postawa prezydenta Andrzeja Szlęzaka, który poparł inwestycje, a nawet wspomniał, że chciałby, aby po jego śmieci ciało zostało spalone, a prochy rozrzucone.

Plany umożliwiające postawienie spopielarni zatwierdzono w 2010 roku. Potem inwestor wystarał się o uzyskanie pozwolenia na budowę. Miasto dało mu w 2011 roku jeszcze pod wieczystą dzierżawę działkę i mógł ruszyć z budową z kopyta. Ciepły początek zimy w 2011 roku sprawił, że prace przy wznoszeniu obiektu szły pełną parą. Zahamowały je syberyjskie mrozy w lutym 2012 roku. Budowlańcy odczekali, aż zima popuści, a następnie szybko dokończyli robotę.

 

Jak w laboratorium

Powstał piękny budynek, z elewacją z płytek naśladujących kamień. Wewnątrz jest sterylnie czysto, jak w laboratorium. Zadbano o stonowane kolory, są beże, brązy, dyskretne oświetlenie. Kierowcy przywożący ciała mają pokój do wypoczynku. Jest tu miejsce na chłodnię dla ciał. Trumny do kremacji są specjalne, bez ozdób i lakierów, bez gwoździ. To tylko sklejone oheblowane deski z jasnego drewna.

Z pokoju podglądowego rodziny mogą obserwować moment wkładania trumny do pieca. Kto tego nie chce widzieć, może poczekać w innym pomieszczeniu, gdzie podaje się napoje. Ciekawostką jest to, że supernowoczesny piec z elektronicznymi czujnikami jest pod stałą kontrolą włoskiego producenta. Dzięki internetowi może na odległość zmieniać parametry procesu spalania.

– Nie ma problemów z obrzędem pogrzebowym z udziałem księży – zapewnia Piotr Banaczyk. – Ostatnio była taka sytuacja, która być może stanie się wzorcem w sytuacji, kiedy Kościół zaleca mszę pogrzebową nad ciałem zmarłego, a nad prochami w szczególnych sytuacjach. Po obrzędzie mszy pogrzebowej w kaplicy kościelnej, kondukt przyszedł pod krematorium i tu kapłan odmówił modlitwy, jakie odmawia się nad grobem. Po czym wszyscy się rozeszli, ciało zostało poddane kremacji. Rodzina wróciła po trzech godzinach i z pracownikiem zakładu pogrzebowego przeszła do grobu, w którym prochy zostały złożone – dodaje.

 

Brak miejsca

W Stalowej Woli w 2009 roku na kremację decydowało się dziesięć osób, w 2011 już czterdzieści, a w ubiegłym roku sześćdziesiąt. Piotr Banaczyk zakłada, że w ciągu roku będzie miał zlecenie na spopielenie trzystu ciał z Podkarpacia, Lubelszczyzny i Małopolski. Jeżeli utrzyma się takie tempo jakie ma od chwili otwarcia, może być spopieleń ponad pięćset.

Na spopielanie decydują się szczególnie osoby, które mają być pochowane w starej części cmentarza, w rodzinnych grobowcach, gdzie nie ma już miejsca na wstawienie trumny. W Stalowej Woli cmentarz parafialny na osiedlu Rozwadów jest już wypełniony i wkrótce ma być zamknięty, na cmentarzu komunalnym miejsca do pochówku wyczerpią się za dwa lata. Nie można go dalej rozszerzać. Jak zapowiedział prezydent Andrzej Szlęzak, ceny pogrzebów ziemnych będą rosły, bo to normalne prawo rynku – jeśli czegoś brakuje, to koszty szaleją. Zresztą na Zachodzie ceny grzebania w ziemi potrafią zrujnować domowy budżet.

Tymczasem szacuje się, że koszty pogrzebu urnowego wyniosłyby nawet połowę kosztów tradycyjnego grzebania w ziemi czy w grobowcu. Ciało zmarłego nie byłoby nawet ubierane w drogie ubranie, byłoby wkładane do ozdobnego całunu, aby zminimalizować ilość spalanych substancji.

 

Popularne kremacje

W środę wieczorem spotkałam przy stalowowolskim krematorium pięć kobiet w czerni, które przyszły odebrać urnę z prochami. Jak powiedziały, są z Wrocławia i przyjechały do Przemyśla, gdzie w szpitalu zmarła ich matka. Odbyło się pożegnanie ciała z udziałem księdza, po czym skorzystały z okazji, że jest już czynne krematorium w Stalowej Woli i zleciły tu spopielenie ciała mamy, która przed śmiercią zgodziła się na to.

– We Wrocławiu kremacje są bardzo popularne – powiedziała jedna z nich. Zyskały dużo pieniędzy, bo przewiezienie ciała specjalnym pojazdem na drugi koniec Polski byłoby sporym wydatkiem. Były także zadowolone z obsługi w „Memento”. Jak powiedziały, kiedy wrócą do domu, nad prochami odbędzie się msza żałobna i szczątki ich kochanej mamy spoczną na wieki w rodzinnym grobowcu. – Jesteśmy katoliczkami i uważamy, że nic złego się nie dzieje, kiedy ciało zostanie spopielone – dodały.

 

Sylwia Nayyar