Nie dla psa pogrzeb

Okazuje się, że nie zawsze ostatnia wola zmarłego może zostać wykonana. Przekonała się o tym rodzina pewnego Szweda, który chciał, żeby w jego pogrzebie wziął udział ukochany pies.

Willy Thern miał 81 lat, kiedy w połowie marca 2012 r. przegrał długą walkę z rakiem. Ostatnie tygodnie życia spędził w domu, żeby być bliżej żony Gun i ukochanego psa Milo.

Willy i Gun byli małżeństwem przez 56 lat. Nie mogli mieć dzieci, więc wszystkie uczucia rodzicielskie przelewali na czworonogi. W ciągu swojego związku mieli aż osiem psów, które traktowali jak własne dzieci. Nie dziwi więc ostatnia wola zmarłego, który poprosił, żeby podczas pogrzebu przy jego trumnie siedział Milo.

Woli tej nie udało się jednak spełnić, bo kościół w miejscowości Helsingborg, w której miał się odbyć pogrzeb, nie wyraził zgody na wpuszczenie zwierzęcia do świątyni. Nie pomogły prośby Gun, która wyjaśniała, że Milo miałby spędzić w kościele zaledwie godzinę i jest grzecznym psem.

Ksiądz Markus von Martens wyjaśnił, że Milo nie może przebywać w kościele ze względu na parafian, z których część ma alergie na sierść psów. Wpuszczenie zwierzęcia oznaczałoby konieczność dokładnego wyczyszczenia wnętrz świątyni, a to byłoby olbrzymim przedsięwzięciem, gdyż kościół pochodzi z XII wieku.

Von Martens dodał, że zdaje sobie sprawę z tego, że zwierzęta są stworzeniami Boskimi, ale pogrzeby są przeznaczone dla ludzi. Zaproponował, żeby Milo spędził czas przy trumnie zmarłego przed wprowadzeniem jej do kościoła.