Pływający cmentarz

Architekci z firmy BREADstudio z Hongkongu stworzyli projekt zupełnie nowego rodzaju cmentarza.

Hongkong od lat zmaga się z dwoma poważnymi problemami. Po pierwsze, brakuje przestrzeni m.in. na tworzenie nowych cmentarzy. Po drugie, mieszkańcy Hongkongu się starzeją i wkrótce na istniejących już cmentarzach zabraknie miejsc dla nowych zmarłych. Stąd właśnie wziął się pomysł „pływającego cmentarza”.

 

Ewolucja cmentarzy

Firma BREADstudio zauważa, że w ubiegłym stuleciu stworzono nowe koncepcje miejsc pochówku, żeby zapewnić mieszkańcom Hongkongu godny spoczynek mimo braku terenów na cmentarze. W latach 40. powstawały jeszcze zwykłe cmentarze, na których zmarłych chowano w ziemi. Po tym, jak gwałtownie wzrosła liczba ludności, zaczęto szukać nowych rozwiązań. W latach 60. powstały cmentarze umieszczone w zboczach wzgórz. Konstrukcje takie okazały się jednak bardzo kosztowne, a wciąż doskwierający brak terenów pod nowe groby skutkował tym, że likwidowano wszelkie rośliny ozdabiające nekropolię, by zrobić miejsce na nowe mogiły. W efekcie takie cmentarze wyglądają jak cementowe umocnienie zbocza.

Kolejny pomysł pojawił się w latach 80. Były to kolumbaria umieszczone w wysokich budynkach. Dzięki takiemu rozwiązaniu szczątki większej liczby zmarłych można było zmieścić na mniejszej powierzchni. Problemem jest jednak znalezienie nowych miejsc pod budowę takich kolumbariów – mieszkańcy protestują przeciwko lokalizowaniu takich budynków w pobliżu ich domów.

 

Co dalej?

Poszukiwane są nowe rozwiązania. Takie, które zaoferują dużo nowych miejsc pochówku, ale jednocześnie nie będą utrudniały codziennego życia mieszkańcom Hongkongu.  Pomysł BREADstudio jest prosty: to „pływający cmentarz”. Stworzona przez architektów nekropolia oferuje 370 tys. miejsc w kolumbariach. Na co dzień znajdowałaby się ona daleko od brzegu i można by było do niej podpłynąć specjalnym promem, a w okolicach miejscowego święta zmarłych podpływałaby do brzegu i przez pewien czas była zacumowana w porcie. Nie byłaby to jednak zwykła łódź przewożąca prochy, ale niemalże wyspa z zapierającymi dech w piersi widokami.

Zgodnie z chińską tradycją, na cmentarz zabiera się ze sobą jedzenie, które konsumuje się pod koniec wizyty. „Pływający cmentarz”, w przeciwieństwie do cmentarzy, które są w Hongkongu, zawierałby miejsce przeznaczone na pikniki. Zaplanowane jest także miejsce na restauracje oferujące posiłki odpowiednie dla osób wyznających różne religie.

 

Dużo tańszy pogrzeb

Liczba miejsc na takim cmentarzu nie jest ostatecznie ograniczona. Twórcy przewidują możliwość dobudowywania kolejnych kondygnacji w miarę potrzeb.

Jaki byłby koszt? Okazuje się, że pochówek na „pływającym cmentarzu” byłby dużo bardziej opłacalny niż na tradycyjnym. Miejsce w ładnie położonym kolumbarium w Hongkongu kosztuje ok. 100 tys. dolarów hongkońskich (ok. 40 tys. zł), a na „pływającym cmentarzu” kosztowałoby ok. 5 tys. dolarów hongkońskich (poniżej 2 tys. zł).

Pomysł spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem w miejscowej branży pogrzebowej. Kto wie, może zostanie zrealizowany i powstaną podobne konstrukcje w innych krajach?

Kamila Burniewicz